Rozdział IV


>> środa, 5 grudnia 2007 17:10:19
Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach proszę o wpis do księgi gości :)


Nieuchronnie zbliżał się koniec października. Te dwa miesiące, jak na porę roku jaką jest jesień, były inne niż wszystkie do tej pory. Wyglądając przez zamkowe okno można było zobaczyć piękne drzewa obwieszone mnóstwem różnokolorowych liści - od zieleni przez czerwień i bordo, do wszystkich odcieni brązu. Na jeszcze zielonej trawie też ich nie brakowało. Piękna złota i niespotykana dotąd jesień przyniosła ze sobą także świetliste słońce i wymarzoną pogodę na długie spacery. Pomimo nawału zajęć i ogromnej ilości prac domowych uczniowie hogwardzkiej szkoły tak rozkładali sobie czas, żeby móc przeznaczyć choć jego małą cząstkę na wyjście z zamku. Niektórzy zaczarowywali liście, by tańczyły na wietrze, inni usypywali z nich spore gromady i bawili się w nich do utraty tchu ze swymi przyjaciółmi. Hogwart niewątpliwie dawno nie pamiętał tak wspaniałej pory roku.
Na jednym z parapetów Pokoju Wspólnego siedziała od dłuższego czasu urocza rudowłosa. Przyglądała się z zaciekawieniem swoim rówieśnikom, którzy świetnie bawili się spędzając wspólnie czas. Jednak w pewnej chwili ktoś przerwał ciszę. Portret Grubej Damy otworzył się i z wąskiego przejścia wybiegł całkowicie rozczochrany brunet, o ciemnych oczach. Miał na sobie szalik w czerwono – złotych barwach. Podbiegł do dziewczyny, chwycił ją za ręce, poderwał z parapetu i zaczął tańczyć jak szalony.
- Liluś, chodź ze mną na błonia. Zobacz jaka piękna pogoda! Dawno takiej nie było. Trzeba ten czas wykorzystać. Liluś, proszę – mówił, okręcając ją tak, że o mały włos się nie przewróciła.
- James, co ty wyprawiasz? – powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy oddychając szybko. Po chwili zatrzymała go. – Wiem, że jest piękna pogoda, ale może innym razem. Teraz... boli mnie głowa. Muszę się położyć.
Wyrwała ręce z dłoni chłopaka, zabrała z parapetu książkę i skierowała się w stronę dormitorium. Gdy była już przy schodach odwróciła się do zawiedzionego chłopaka i powiedziała:
- I wiesz co, chyba przy najbliższej okazji kupię ci grzebień, bo z takim rozczochranym łebkiem żadna cię nie zechce. – Uśmiechnęła się z nutką ironii i zaczęła biec po schodach co kilka stopni.
Wiedziała, że James chce się z nią trochę podroczyć, bo zbliżał się do niej z rządzą zemsty na twarzy. Niestety, gdy dopadła do drzwi, schody zamieniły się w zjeżdżalnię i Rogacz musiał dać za wygraną.
- Ja cię jeszcze dopadnę – i grożąc palcem uśmiechnął się serdecznie.
- Tak, kotku. Jeszcze zobaczymy…



Położyła się na miękkie łóżko i pocierając bolące skronie zasnęła. Już drugi raz śniły jej się wydarzenia z początku roku szkolnego, gdy to urządzili sobie imprezę w namiocie Huncwotów, która zakończyła się niemniej nieoczekiwanie. Już miała wejść z Jamesem do drugiego pokoju, gdy obudziła się z nękającą ją myślą, że już więcej ten piękny sen się nie powtórzy. Na zegarku była druga. Zaczęła rozglądać się po sypialni w poszukiwaniu szlafroka. Nigdzie go nie było. Zeszła więc cichutko do Pokoju Wspólnego.
- Auć – pisnęła, schodząc na ostatni schodek i czując, że rozgniata stopą jakiś kawałek szkła. Po chwili poczuła coś ciepłego na skórze.
- Lumos! – szepnęła i położyła różdżkę na jednym ze stopni aby oświetlić krwawiącą stopę.
Po chwili siedziała już na kanapie przed kominkiem ocierając krew. Kilka odłamków szkła wbiło jej się głęboko, więc postanowiła, że zajmie się tym rano, bo teraz mogłaby wyrządzić sobie jeszcze większą krzywdę. Spojrzała na resztki szkła leżące na stoliku. Było to lusterko. Pomyślała chwilę skąd mogło się tu wziąć. Przywołała ostatnie wydarzenie w pamięci i już znała odpowiedź.
- To na pewno lusterko Rogatego – szepnęła uśmiechając się pod nosem, ale po chwili zrzedła jej mina. – Ale przecież on nie jest aż tak zapatrzony w siebie, żeby nosić takie rzeczy przy sobie.
Zastanowiła się i doszła do wniosku, że czyje by ono nie było, musi je naprawić. Tylko czy pamięta dokładnie jak brzmiało zaklęcie? Po chwili namysłu i wyszeptaniu kilku różnych formułek leżało przed nią, wyglądające jak nowe, lusterko. Popatrzyła przez chwilę na słabe płomienie w kominku i przypomniała sobie po co tu przyszła.
- Accio pamiętnik!
I już w jej ręku leżał czarny gruby notes.

Nigdy nie zamierzałam pisać pamiętnika. Zawsze uważałam, że to dobre dla wszystkich panienek, które oblepiają każdą stronę błyszczącymi serduszkami i piszą setki razy imiona swoich ideałów. Ale też nigdy nie myślałam, że będę potrzebowała wylać gdzieś swoje uczucia. Z dala od „przyjaciółek” i wścibskich uszu, które każde słowo zmieniają w całkiem inne, zwykle niezgodne z prawdą. Nie myślałam, że rządki małych, czasem nierównych liter, będą zawierały moje myśli, wspomnienia, marzenia czy wątpliwości. Coś, co przelało się z mojej duszy na pożółkłe kartki. Nie zastanawiałam się czy potrafię pisać. Nie. Bo po co? Przecież nie zamierzam wydawać książki. Ponadto nikt nie musi rozumieć tego co piszę, bo nikt i tak tego nigdy nie przeczyta.
A po co w ogóle piszę? Żeby zapisać i zapomnieć? Odgrodzić się żelaznymi drzwiami z masywnym zamkiem od tego co było kiedyś? Możliwe. Na szczęście zawsze będę miała klucz do tego zamka.
Stoję na kolejnym przystanku i rozglądam się dookoła. Piszę, aby wszystko z siebie wyrzucić. Żeby zapełnić strony bagażem przeżyć i niepotrzebnych wspomnień. Zapomnieć? Nie koniecznie. Raczej zacząć od nowa. Rozpocząć jakiś nowy rozdział. Wyruszyć w drogę do następnego przystanku…
Ktoś kiedyś powiedział: „Na naszej drodze życia los stawia wiele małych punktów. Drogowskazów? Znaków? Być może. Przechodzimy koło nich, mijamy je, czasem zatrzymujemy się na dłużej. Pomagają nam one zrozumieć, kierują na właściwą ścieżkę. Więc dlaczego je ignorujemy? Dlaczego tak często udajemy, że nic się nie stało? Przecież nie możemy się już cofnąć. Nigdy. Ale możemy się zatrzymać i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.” Dlaczego ja nigdy nie potrafiłam tego wykorzystać? Od dziś postanawiam się nauczyć. Będę więcej uwagi poświęcała takim drogowskazom. Tylko jak je rozpoznawać? Tego już chyba musi nauczyć mnie życie.



James nie mógł spać od godziny. Ciągle rozmyślał o pewnej dziewczynie, która na dodatek śniła mu się co noc. Zatapiając się w nocnej ciszy usłyszał jakiś szelest w Pokoju Wspólnym. Włożył okulary, wepchnął różdżkę do kieszeni bokserek i powoli wyszedł z dormitorium. Schodząc po schodach usłyszał cichutkie skrobanie pióra. Zatrzymał się na ostatnim stopniu i oparł się o ścianę. Delikatnie wychylił się i skierował wzrok w stronę światła, które jak się okazało, wydobywało się z różdżki leżącej na stoliku, oświetlającej płomiennorude włosy pewnej damy, siedzącej wygodnie na kanapie. Pisała. Zżerany ciekawością, jak najciszej potrafił podszedł do kanapy i uklęknął za nią. Zauważył, że była w krótkiej koszulce nocnej, którą kiedyś podarował jej na Boże Narodzenie. Ostrożnie zajrzał dziewczynie przez ramię.


Pierwsze dni w Hogwarcie były wyjątkowe. Sama nie wiem dlaczego. Aż tak się zmieniłam? Do tego stopnia by inaczej patrzeć na ludzi, a szczególnie na Pottera? Może coś zrozumiałam. Może wreszcie coś do mnie dotarło. Tylko jeszcze nie jestem pewna co. Z jednej strony chciałabym na zawsze zapamiętać ten początek roku. Akcję Huncwotów, dzięki której spędziliśmy noc w namiotach. I to wydarzenie… Nie wiem co myśleć. To stało się tak szybko. Dałam się ponieść emocjom. Zwykła głupia gra, a doprowadziła do czegoś takiego. Nie, żeby mi się to nie podobało. Wręcz przeciwnie. Chyba nigdy nie zapomnę wyrazu orzechowych oczu Jamesa, gdy wszedł do pokoju i spojrzał na mnie. Pomimo, że było ciemno, wydawało mi się, iż blask księżyca wpadający przez okno oświetla każdy milimetr mojego ciała. A on na mnie patrzył. Z taką… czułością? Miłością? Sama nie wiem. Gdy się do mnie zbliżył chciałam mu powiedzieć, że nie jestem pewna czy dobrze robi, ale kiedy mnie dotknął przestało się liczyć wszystko. Nie miało dla mnie znaczenia gdzie jestem. Nic nie mogło w tej chwili zakłócić tego dziwnego, a zarazem wspaniałego uczucia, które promieniowało od nas obojga. Sprawiło, że zaczęło nam szumieć w głowach i pulsować w skroniach; drżeliśmy, pomimo tego, że było nam gorąco. I ten pocałunek… tak bardzo namiętny. Łączący nasze dusze w jedność.

Chłopak był oszołomiony. Nie wierzył własnym oczom. Lily, ta sama, która od sześciu lat ganiała za nim z pokaźną księgą, gdy tylko spytał, czy się z nim umówi, teraz siedziała przed kominkiem na ulubionej kanapie i pisała takie rzeczy. O nim. O Jamesie Potterze. Kierowany impulsem delikatnie odgarnął jej włosy i pocałował w ramię. Dziewczyna drgnęła i natychmiast odwróciła głowę. Spojrzała mu głęboko w oczy.
- James, co ty tu… - nie zdążyła jednak dokończyć, bo James podążając za tym samym impulsem pocałował ją.
Nie mogąc przestać razem położyli się na kanapie. Wreszcie zasnęli wtuleni w siebie.


Nad ranem, cierpiący na bezsenność Remus zszedł do Pokoju Wspólnego z zamiarem udania się do kuchni. Gdy zobaczył śpiącą wtuloną w siebie parę, tylko się uśmiechnął i szepnął do siebie:
- A nie mówiłem, że to się tak skończy? Wszystko wskazywało na to, że kiedyś wreszcie będą razem. – I wyszedł przez dziurę pod portretem.
Idąc przez korytarze oświetlone pochodniami ciągle myślał o tym co przez chwilą zobaczył. On nigdy nie był zakochany. Tak mu się przynajmniej wydawało. Poza tym zawsze stawał na przeszkodzie jego „mały futerkowy problem” jak zwykli nazywać jego odmienność przyjaciele. Nigdy nie był pewien, czy dziewczyna, w do której skłonny był coś poczuć nie wystraszy się, gdy dowie się prawdy. Był wilkołakiem. Dlatego wolał się nie zakochiwać.
W drodze powrotnej pomyślał, że gdy ktoś zobaczy Rudą i Rogacza razem na kanapie, może nie być zbyt przyjemnie, szczególnie dla nich dwojga. Dlatego wszedł do okrągłej komnaty i szturchnął śpiącego chłopaka w ramię. Ten powoli otworzył oczy i spojrzał na sprawcę tej pobudki. Remus bez słów wskazał mu, żeby zbudził Lilkę i poszedł spać do swojego łóżka, a potem szybko na palcach pobiegł schodami na szczyt wieży.
Rogacz obudził pocałunkiem słodko śpiącą dziewczynę. Ta tylko uśmiechnęła się i przeciągnęła.
- Która jest godzina? – spytała ziewając.
- Nie wiem, ale lepiej żebyśmy poszli do swoich łóżek, bo jeszcze ktoś nas tu zobaczy i coś sobie pomyśli.
Lily z uśmiechem na ustach, który nie schodził jej z twarzy przewróciła oczami i ułożyła się tak, by być nad Jamesem.
- A my nie chcemy, żeby ktoś coś sobie pomyślał? – spytała i po chwili znów zaczęli się całować. Nie odrywali się tak od siebie z dobre pięć minut.
- Rogacz? – Lily zanurzyła dłoń w czarnych włosach chłopaka.
- Hm…
- Co my właściwie robimy?
- Jak to co? Całujemy się – wyszczerzył zęby i obdarzył pannę Evans kolejnym długim pocałunkiem.
- Ale ja nie to miałam na myśli. – Lilka świdrowała Jamesa wzrokiem. – Co inni powiedzą? To stało się tak nagle. Ja nie wiem co we mnie wstąpiło. Nigdy się tak nie czułam.
- To znaczy jak?
- Tak… inaczej. Teraz coś się zmieniło i nie wiem dokładnie co. – Dziewczyna wstała i usiadła obok na kanapie. – Ja chyba… albo nie. Gubię się James. Nie wiem czy dobrze postępuję. Ciągle daję się ponieść emocjom. Nie daję dojść do głosu mojemu rozumowi.
- Najważniejsze, żebyś kierowała się sercem – powiedział chłopak i trochę się zasmucił. – Zobacz, tyle lat biegałem za tobą jak głupi. Ty wciąż dawałaś mi kosza, a ja ciągle żyłem i dotąd żyję nadzieją. Bo moje serce… ech. Szkoda słów.
- Ja… ja przepraszam. Wybacz mi James. Chyba coś zrozumiałam – zapatrzyła się przez chwilę w dogasające węgielki w kominku, zerwała się i pobiegła do swojej wieży zostawiając zdziwionego chłopaka.




_____________________________

Wystarczy byś był
nic więcej
Tylko byś był
nic więcej
By Twe ramiona tuliły mnie...




komentarze [40]

Rozdział III
>> czwartek, 24 maja 2007 21:43:00
Powietrze zdawało się wskazywać na deszcz. Było bardzo duszno. Uczniowie przechadzający się po błoniach czujnie nasłuchiwali jakichkolwiek odgłosów z Zakazanego Lasu, pomimo tego, że Dumbledore zapewnił wszystkich o zaklęciach zabezpieczających wejście do niego. Gdyby patrzyło się na hogwardzkie błonia z góry, ktoś mógłby pomyśleć, że ślimaki ze swoimi domkami na grzbietach urządziły sobie strajk przed zamkiem. Namioty z zewnątrz nie wyglądały na duże, lecz były tak zaczarowane, że w środku wyglądały jak pięknie urządzone domki dla 4 osobowej rodziny. Lily ze swoimi przyjaciółkami zajęła jeden namiot. Huncwoci też mieszkali razem niedaleko dziewczyn. Dorcas i Ann czuły się jak w raju. Najwięcej czasu spędzały w łazience na przeglądaniu się w najpiękniejszym lustrze na świecie (jak stwierdziła Dor) i bieganiu po ich królestwie. Szykowały się od samego wejścia, bo niedługo mieli po nie przyjść Huncwoci.
- Ann, widziałaś gdzieś mój zielony pasek?!
- Lilka! Wyłaź z tej łazienki!
- Czy ktoś może mi powiedzieć gdzie jest mój czerwony stanik?!
- Do jasnej, nie drzyjcie się tak!! – Lily, która wyszła z łazienki w samym ręczniku próbowała uciszyć wrzaski przyjaciółek.

*

Nikt nie spodziewał się tego, że Huncwoci knują niecne plany. Dziewczyny nawet nie spostrzegły, że przez okno uważnie obserwują je dwie rozwichrzone czupryny ze szklankami przystawionymi do ściany namiotu.
Rogacz zamknął na chwilę oczy wyobrażając sobie Lilkę, jak się przebiera, gdy przyjaciel stuknął go w bok.
- Ała… - syknął. – Co robisz? W mojej wyobraźni Lily właśnie zdejmowała koszulkę…
- Ty nie marz, tylko patrz, bo twoja księżniczka właśnie wychodzi z łazienki. – Syriusz uśmiechnął się pod nosem patrząc na Jamesa. Ten wybałuszył oczy patrząc na oszałamiający ósmy cud świata i poczuł coś w spodniach. Speszył się nieco. Poczuł, że nogi robią mu się jak z waty - Lily właśnie kierowała się do swojej szafy przy oknie, by się ubrać…

*

- Czemu oni tak długo nie przychodzą? – spytała Dorcas, siadając na kanapie i podpierając podbródek ręką. – Zaczyna mi się nudzić.
- Może boją się nas zobaczyć – wtrąciła Ann wychodząc z łazienki.
- Wiecie co, idziemy. Nie chce mi się tu dłużej siedzieć.
Na dworze było ciemno, ale bardzo duszno. Ciepły wiaterek muskał nagie ramiona dziewczyn. Rozglądały się, ale nic nie było widać. Po chwili od strony Zakazanego Lasu usłyszały wycie. Ann pisnęła cicho i wskoczyła na ręce Rudej.
- Kto tu jest? – Dorcas usłyszała jakiś szelest.
Cisza zlewająca się z mrokiem. Lily poczuła, jak ktoś zakłada jej worek na głowę, chwyta w pasie i unosi w powietrze. Sądząc po krzykach przyjaciółek one też zostały tak samo potraktowane. Zaczęła się wić, ale ramiona które ją niosły były zbyt silne. Coś ją uderzyło w głowę. Poczuła tylko okropny ból. Straciła przytomność.


***


Huncwoci wyszli z namiotu 5 minut po umówionym czasie. James był jakby nieobecny. Syriusz za to prowadził całą kampanię pod namiot dziewczyn wyraźnie uradowany, że coś się dzieje. Usłyszeli jakiś szelest. Pierwsza część planu się powiodła. Teraz tylko poczekać moment i…
- Do ataku! Lunatyk, ty bierzesz blondynę, ja biorę tę laskę, a Rogaś bierze Rudą – szepnął Syrek.
Wystrzelili jak z procy. Wyczarowali worki i jak najszybciej mogli, pozakładali na zdezorientowane i wystraszone dziewczyny. Wzięli je na ręce i ponieśli w stronę swojego namiotu. Lilka zaczęła wić się Jamesowi, gdy ten wchodził do namiotu i uderzyła głową o wieszak na płaszcze, który nie wytrzymując tak silnego uderzenia padł z łoskotem na ziemię. Ruda niebezpiecznie zachwiała się na ramieniu Rogacza, a po chwili już leżała na nim nie ruszając się. Chłopcy postawili swoje zakładniczki w salonie i rozwiązali. James zaniósł swój skarb do pokoju i położył delikatnie na łóżko. Ostrożnie zdjął worek. Dziewczyna była nieprzytomna. Tak pięknie wyglądała, gdy jej loki w nieładzie porozrzucane były po łóżku. Najpierw pomyślał, że to wspaniała okazja i warto ją wykorzystać. Te cudowne usta… Po chwili jednak jakiś głosik w jego głowie szepnął: „Przecież nie jesteś aż takim chamem, James”. Chłopak pogładził dłoń ukochanej i wyszedł z pokoju.
- Co z nią? – spytał Syriusz z uśmiechem na ustach, ale widząc minę przyjaciela, iskierki w jego oczach zgasły.
- Jest nieprzytomna. Mocno uderzyła się w głowę. Mam nadzieję, że niedługo się obudzi. – to mówiąc usiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. – To wszystko moja wina!!
Łapa poklepał go po plecach.



Pół godziny później:

- A co tu tak smętnie? Właściwie dlaczego wy TU siedzicie, a ja byłam w tamtym pokoju? I czyj to namiot?
- Nic nie pamiętasz? – spytała cicho Ann.
- A mam coś pamiętać? To może mnie łaskawie uświadomicie??
- Ach, to nic ważnego – Rogacz zerwał się na nogi podchodząc do Lily i obejmując ją w pasie. – Powiedz nam lepiej, czy o czymś nie zapomniałaś?
- Lepiej odsuń się ode mnie Potter – chwyciła ręce Jamesa i próbowała wyrwać się z uścisku.
- Och, jednak zapomniałaś – zrobił minę zbitego psa, ale zaraz wyszczerzył zęby. – To ja ci chętnie przypomnę! Dziś miał być dzień dobroci dla zwierząt, tj. dla mnie, i obiecałaś, że jak tylko do nas przyjdziesz, nauczysz nas grać w mugolską grę - takimi małymi kartonikami z dziwnymi znaczkami.
- W pokera?
- Właśnie! Bingo!
Wszyscy popatrzyli dziwnie na Pottera, ale widząc jego błysk w oku pokiwali tylko głowami, z minami w stylu: „tak właśnie było”.
- No dobra.
Lilka zaczęła im tłumaczyć o co chodzi, ale widząc zdziwienia na twarzach, na wszelki wypadek zapisała wszystko na kartce. Zajęło jej to ponad pół godziny, ale za to rezultat tych wysiłków był powalający – wszyscy naśmiali się za wszystkie czasy, a szczególnie Lily przyglądająca się zmaganiom przyjaciół z tą trudną grą. Temu, kto przegrał reszta wymyślała zadanie. Jeżeli nie wykona, daje fanta.
Takim sposobem James biegał po namiocie w samych gaciach (które okazały się być w Łosie), bo nie miał zamiaru wykonywać zadań typu ‘umyj nogi Peterowi’, czy ‘wpadnij do namiotu McGonagall’ (Syriuszowi się to podobało, ale James miał wiele ciekawszych zajęć od odrabiania szlabanu właśnie za coś takiego). Lilka też nie była lepsza. Miała jeszcze na sobie bluzkę, ale spodni już nie. Musiała oddawać fanty za nagminne niewykonywanie jednego prostego zadania ‘pocałuj Jamesa’. Bawili się wyśmienicie, dopingując Dorcas myjącej zęby Łapie, śpiewając piosenki Ann, która w obawie, że będzie musiała zdjąć swoją ulubioną bluzkę, tańczyła na stole ‘taniec brzucha’.
Lily siedziała już w samej bieliźnie. James tak zapatrzony na jej cudowne ciało zdawał się nie zauważać, że rozpoczęło się następne rozdanie. ‘Gdybym mógł ją teraz dotknąć’ – rozmarzył się, niechcący robiąc maślane oczy do Evans.
- A Ty coś się tak zagapił, jakby postawiono przed Tobą najnowszy model miotły? – zapytał Lunio szturchając kumpla w żebra.
Ten aż podskoczył i zrobił się czerwony jak burak, gdy dotarł do niego sens przed momentem wypowiedzianych słów.
- Ja rozumiem, że nigdy nie widziałeś Lilki w samej bieliźnie, ale może zacząłbyś z nami grać.
Potter jeszcze bardziej się zarumienił. Spojrzał z ukosa na Blacka, który uśmiechnął się do niego znacząco. Tylko oni wiedzieli jak było naprawdę…
W bieżącej partii przegrała Ruda. Tak się speszyła, że zapomniała jak się gra.
- No, no, no, co by tu dla panny Evansówny wymyślić? – Wszyscy oprócz Jamesa (zdającego się nie kontaktować) skupili się w ciasną grupkę i zaczęli coś szeptać.
- …to ostania szansa… - dosłyszała tylko Lilka.
Zaraz odwrócili się szczerząc zęby.
- Musisz spełnić jedno życzenie Jamesa.
- Co proszę?
- To co słyszałaś – dziewczyny tylko posłały poszkodowanej spojrzenie typu ‘nic nie mogłyśmy zrobić’ – inaczej dajesz fanta. – Chłopcy jeszcze bardziej się uśmiechnęli. Lily westchnęła zrezygnowana. Musiała się zgodzić, w końcu była w samej bieliźnie…
- James namyśliłeś się?
- Hmm…?
- HALO!! Ziemia do Jamesa! – wrzasnął zdezorientowanemu chłopakowi do ucha Syriusz.
- Odbiło ci?
- Nie, myślę raczej, że zaraz będziesz mnie całował po nogach.
- Naprawdę ci odbiło.
- Nie wierzysz? Właśnie Evans wybraliśmy zadanie. Ma spełnić jedno Twoje życzenie…
Potter był pewien, że się przesłyszał.
- Że co?
- Lily zabawi się teraz w złotą rybkę. Spełni twoje jedno życzenie, to jej zadanie. Dotarło?
- Eghemmm… - zająkał się Rogacz. Trochę się zmieszał. Nie wiedział co ma zrobić, co wybrać. Na ratunek przyszedł mu Łapa:
- No to może państwo sobie pójdą do drugiego pokoju, a my tu sobie dalej pogramy.
Lily wstała z podłogi z nieśmiałym uśmiechem na ustach. Weszli do ciemnego pomieszczenia. James zamknął drzwi i oparł się o nie powoli wypuszczając powietrze, bowiem zobaczył coś zdumiewającego. Wstrzymał na chwilę oddech. Przed nim stała piękna dziewczyna. Srebrzysta poświata księżyca wpadała przez okno na jej piękne loki, które cudownie mieniły się rudością. Miała na sobie tylko idealnie dopasowaną bieliznę. Koronkowy stanik bardzo podkreślał jej biust.
- Obiecałaś, że dziś będziesz dla mnie dobra. Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania – szepnął chłopak podchodząc bliżej. – Proszę, tylko nic nie mów… - powiedział, widząc, że otwiera usta, aby coś powiedzieć.
- Pozwól mi tylko cię dotknąć – szepnął ledwo słyszalnie koło jej ucha. Poczuła jego ciepły oddech na swojej szyi.
Leciutko dotknął dłonią, a później wargami, jej ramienia. Zadrżała. Nie wiedziała dlaczego James na nią tak działa. On był coraz bardziej rozpalony. Przesuwał palcami po jej ramionach. Błądził rękami po całym ciele. Czuł jak wszystko w nich drży, pulsuje. Robiło się coraz bardziej gorąco. Wreszcie nie wytrzymał.
Ostrożnie objął Lily w talii i delikatnie musnął wargami jej usta. Dziewczyna oddała mu to, co zaczął. Najpierw nieśmiało, potem coraz bardziej namiętnie. Stali tam prawie nadzy skąpani w złocistym blasku księżyca…
Z nieba spadł deszcz.



_____________________________

Wystarczy byś był
nic wiecej
tylko byś był
nic więcej
by Twe ramiona tuliły mnie...

komentarze [6]

Rozdział II
>> czwartek, 17 maja 2007 18:42:11
- A nie mówiłam… - westchnęła Dor. – Zaczyna się.
- Co się zaczyna? – spytała Ann.
- Zapewne akcja „HUNCWOCI NADCHODZĄ” założymy się Liluś, że to ich sprawka?
- Ja nie mam o co się zakładać. Ja to wiem. A raczej jestem pewna. Przecież i tak długo wytrzymali…
Dziewczyny biegiem zeszyły na dół. W Pokoju Wspólnym zobaczyły gromadkę ludzi stojących przy kominku.
- Co się tu u licha dzieje? – zapytała Lily podchodząc do grupki otaczającej kominek ze wszystkich stron.
Zaczęła się przepychać, ale momentalnie ludzie zrobili jej miejsce. Teraz przed nią, nad kominkiem widniał duży napis „HUNCWOCI WITAJĄ W HOGWARCIE” a pod nim cztery karykatury chłopaków, którzy byli winni całemu zamieszaniu. Ruda mimowolnie zaczęła się śmiać. Głowy były bardzo zabawne i tak… uderzająco podobne. Za chwilę się opanowała.
- Czy wy nigdy nie wydoroślejecie i nie zrezygnujecie z tej głupiej zabawy?! A po drugie ja nie wiem skąd wy bierzecie tyle pomysłów. Całe 5 lat i do tego zawsze co roku na wejście „coś większego”. Swoją drogą, ciekawa jestem co przygotowaliście na wstęp do piątej klasy…
- Oj Liluś, ciekawość to pierwszy stopień do piekła – wyszczerzył się Rogacz – ale myślę, że w tym roku będziesz szczególnie mile zaskoczona.
- To ja już się boję – prychnęła i odeszła w stronę swojego ulubionego fotela, który ku jej zdziwieniu był wolny. Zdążyła jeszcze usłyszeć słowa Jamesa:
- Trzy, dwa, jeden… - resztę zagłuszył ogromny trzask, jakby szkoła rozlatywała się w powietrze.
Jednak nic takiego nie nastąpiło, za to wszędzie był okropny hałas. Wszyscy wybiegli na korytarz, zobaczyć co się takiego stało. Na schodach i kamiennych podłogach było pełno łajnobomb, które nieprzerwanie spadały z sufitu i roztrzaskiwały się z hukiem. Uczniowie, którzy niechcący nadepnęli na jeszcze nie wybuchłą zabawkę niestety musieli szybko biec do pani Pomfrey, bo ilość oparzeń i bąbli wyskakujących na ciele była ogromna.
Nauczyciele biegali rozwrzeszczani po korytarzach mając nadzieję, że ktoś ich słyszy. Na darmo, bo huk był tak wielki, że rozpływały się w nim nawet wrzaski poparzonych osób. ‘No to się Huncwoci postarali, nie ma co’ – myślała Lily. Obróciła się na pięcie i chciała wrócić do PW ale tłum pchał ją po korytarzu i schodach w kierunku wyjścia. Któryś z nauczycieli zarządził ewakuację.
Cała szkoła wylała się na błonia. Najmłodsi wpadli w panikę i zaczęli krzyczeć. Zrobił się straszny harmider. Nagle wszyscy usłyszeli głośny krzyk.
- CISZAAAA!!!! – Dumbledore stał na schodach prowadzących ku wejściu do zamku. – Zaistniały małe problemy – kontynuował - i obawiam się, że nie uporamy się z tym już dziś.
Na twarzach uczniów mieszało się przerażenie z zaciekawieniem. Huncwoci z Dorcas i Ann stali daleko po prawej stronie próbując powstrzymać śmiech. Lily nigdzie nie było widać.
- A więc – krzyknął dyrektor, znów przekrzykując uczniów – wpadłem na pomysł, aby rozstawić stoły na błoniach i tu zjeść kolację.
Ze wszystkich stron rozległy się wiwaty i okrzyki radości. W Hogwarcie nigdy jeszcze czegoś takiego nie było, żeby jeść posiłki na zewnątrz, ani…
- Ale jeszcze nie skończyłem! W związku z tym, że jak powiedziałem nie uporamy się z tym pewnie nawet do nocy, po kolacji na błoniach zostaną rozstawione namioty, w których spędzicie tę jedną noc. Kilkuosobowe. Oddzielne dla dziewczyn, oddzielne dla chłopców.
Kiedy Dumbledore skończył szczęściu nie było końca. Wszyscy biegali po błoniach, skakali z radości, umawiali się kto z kim będzie spał. Lily zobaczyła cieszących się przyjaciół po prawej stronie zamku i ruszyła w ich stronę.
- No to jak, zadowoleni? – prychnęła w stronę Huncwotów.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – wyszczerzył ząbki Rogacz. – To będzie niezapomniana noc Liluś. – jeszcze bardziej się rozpromienił.
- Jeśli myślicie, że będziecie mogli spać w naszym namiocie to się grubo mylicie – powiedziała Dor, a po chwili na ucho do Lilki:
- Z drugiej strony fajnie by było nie? – obie dziewczyny wymieniły uśmiechy.
- Och a już miałem tak wielką nadzieję, że uda mi się wybłagać cię Dor. Trafiłaś mi prosto w serce – Syriusz trzymając się za klatkę piersiową udał że pada na ziemię.
Dorcas zarumieniła się, natomiast James stał wpatrzony w pewną rudowłosą dziewczynę. Ta noc była dla niego szansą. Myślał co by tu zrobić, aby idealnie ją wykorzystać (od autorki: noc oczywiście ;p) Zielonooka nie zwracała na niego uwagi zajęta obserwowaniem zachowań przyjaciółki, która z chwili na chwilę coraz bardziej się rumieniła i nie wiedziała co robić.
Ann za to nieśmiało rozmawiała z Remusem. Też czuła, że powoli zaczynają piec ją policzki. Lunatyk zdawał się tym nie przejmować. Bardziej zajęty był podziwianiem pięknych długich włosów swej rozmówczyni.
Po chwili wszyscy jednak „obudzili się”, bo Peter pisnął:
- McGonagall…

Wszyscy odwrócili się jak na komendę. Ku grupce chłopców i dziewcząt kroczyła pewnym krokiem ich opiekunka. Widać było po niej, że jest bardzo zdenerwowana. Wręcz wściekła, no co wskazywał stan jej policzków.
- Potter, Black, Lupin i Pettigrew za mną. – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Chłopcy ruszyli za nią z małym ociąganiem. Gorączkowo myśleli jak by tu się wywinąć. Gdy podchodzili do bramy zamku Jamesa olśniło. Dał przyjaciołom znak, że wie jak to wszystko załatwić. Spojrzeli na niego bez większego entuzjazmu, ale jeśli nie Potter to kto? Tylko on potrafi zawsze wyjść cało z kłopotliwych sytuacji. No dobra, czasem ze szlabanem.
Stanęli przed wściekłą McGonagall. Z trudem powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć. Wreszcie nie wytrzymała.
- Co to ma znaczyć?! Od pierwszego dnia szkoły takie wygłupy?! SZLABAN!!! Rozumiecie? Szlaban!! Na cały rok!! – wrzeszczała, a po chwili opadała na schody tuż za nią. Chłopcy spuścili wzrok, tylko James stał i patrzył się na profesorkę, a na jego twarzy zaczął powoli pojawiać się cień uśmiechu. Wreszcie powiedział:
- Skąd pani wie, że to właśnie my to zrobiliśmy?
- Jak to skąd wiem Potter? To przecież oczywiste! Co roku robicie jakieś kawały! Ale w tym już przesadziliście!
- Nie ma pani dowodów – powiedział, pewnie patrząc w oczy nauczycielki.
- Co…? – McGonagall zatkało.
Rzeczywiście, nie mogła niczym udowodnić, że Huncwoci chcieli wysadzić szkołę w powietrze. Ale jakby tak zrobić dochodzenie? Jakby przeszukać wszystkich dormitoria?
- Ja wiem kto to zrobił. Lucjusz Malfoy ze swoją bandą.
- Nie wierzę ci Potter. – odrzekła. – Chcesz wrobić swojego największego wroga. Nie wierzę ci.
- Może jednak by to sprawdzić? – zapytał z przekonaniem w głosie James. W duchu wiedział, że nauczycielkę korci robienie dochodzenia.
- Dobrze, ale to już jutro, ponieważ na razie do szkoły nie da się wejść – powiedziała i popatrzyła na nich wzrokiem „i to wszystko wasza sprawka”.
- A co ze szlabanem? – wtrącił po raz pierwszy Syriusz.
- I tak was nie ominie. Dostaniecie go za to, co zrobiliście w Pokoju Wspólnym. Tam są chociaż namacalne dowody, że to wy.
Profesorka wstała. Od tego siedzenia zrobiło się jej już zimno
- A teraz wynocha mi stąd. Nie chcę was już widzieć na oczy. I lepiej się pilnujcie, bo jak zobaczę, że znów coś narozrabialiście, to z przyjemnością uraczę was okrutnym całorocznym szlabanem. – powiedziała z drwiną w głosie. – I nie trzęś się już Pettigrew.


***

Chłopcy udając zmartwionych podeszli do dziewczyn.
- No i co? – spytała Ann spodziewając się najgorszego.
Ale po chwili z twarzy Huncwotów znikły kwaśne miny i zaczęli skakać ze szczęścia ściskając dziewczyny (oczywiście Syriusz ściskał Dor, Remus Ann, a James Lilkę), Peter tylko stał z boku i się przyglądał.
- Nie dostaliśmy całorocznego szlabanu! Rozumiecie?! Maleńki, jesteś wielki. – Syriusz zwrócił się w stronę Rogacza.
Wszyscy wzięli go na ręce i zaczęli podrzucać do góry. Chłopak szczerzył swoje białe ząbki ciesząc się jak małe dziecko. W pewnym momencie zeskoczył na ziemię. Wszyscy popatrzyli się na niego.
- Ale i tak dostaliśmy szlaban za to, co w Pokoju Wspólnym. – powiedział, lecz zdawał się tym zbytnio nie przejmować, bo znów obdarzył wszystkich tym swoim pięknym uśmiechem.
Za chwilę, zrobiło się poruszenie, bo na zamkowych błoniach pojawiły się stoły. Gryfoni usiedli przy jednym. Dorcas zajęła miejsce obok Lilki, ale przyszedł James i bezkarnie wcisnął się między dziewczyny.
- Jak tam nastawienie Liluś? Przygotuj się na niespodziankę. – szepnął do ucha Rudej, a tej aż ciarki przeszły po plecach. Nic nie odpowiedziała Rogaczowi tylko krzyknęła przez stół:
- Ej, słuchajcie, dziś jest dzień dobroci dla zwierząt i postanowiłam, że będę miła dla Po… tzn. Jamesa.
Wszyscy spojrzeli na nią z niedowierzaniem, ale za chwilę zaczęli klaskać. Potter wykorzystał okazję i już miał dać buziaka Lilce, gdy ta odsunęła go od siebie.
- Ohoho, nie pozwalaj sobie, bo jeszcze się rozmyślę i zamienię tę noc w piekło.


O dziwo przy kolacji wszyscy rozmawiali miło i nikt na nikogo nie krzyczał (oprócz biednej Dor, na którą „przypadkiem” Łapa wylał sok dyniowy). James był w siódmym niebie, gdy mógł siedzieć blisko Lily i rozkoszować się jej widokiem, zapachem, czuć jej ciepło. Czasem, gdy nie widziała wtulał głowę w burzę jej rudych loków. Ta noc zapowiadała się ciekawie…


_____________________________

Wystarczy byś był
nic więcej
Tylko byś był
nic więcej
By Twe ramiona tuliły mnie...

komentarze [4]

Rozdział I
>> niedziela, 13 maja 2007 19:50:43
notka z dedykacją dla kochanej Malwinki :)


Ruda długo ściskała się z Dor. Strasznie się za nią stęskniła, w końcu nie widziały się całe dwa miesiące. Rozsiadły się wygodnie w przedziale.
- Ach, już nie mogę się doczekać, kiedy walnę się na moje ukochane łóżko w dormitorium. Wiesz, Dor, okropnie stęskniłam się za Hogwartem. Nawet za wygłupami Pottera i groźną miną McGonagall. Już ona jest lepsza niż Petunia – zaczęła opowiadać Lily, a Dor na wzmiankę o Potterze uśmiechnęła się pod nosem.
Ta druga jednak posmutniała na wspomnienie wakacji. Miała już dosyć tej głupiej jędzy, która z roku na rok coraz bardziej zatruwała jej dwa miesiące, w które powinna odpocząć. Petunia była wredną egoistką, robiącą siostrze na złość jedynie dlatego, że Lily jest czarownicą. Nienawidziła jej za to od momentu, w którym Ruda dostała list z Hogwartu zawiadamiający ją o przyjęciu do szkoły. Jak można tak bardzo nienawidzić? – zastanawiała się zawsze.

Jakimś trafem James myślał o tym samym. Jak Lily, którą tak bardzo kocha, może go z całego serca nienawidzić? Cały czas robił wszystko, żeby zwróciła na niego uwagę. Gdy mu dawała kosza nigdy nie dawał za wygraną. Dziewczyna jednak inaczej odbierała intencje Rogacza.

Sama nie zdawała sobie sprawy z tego, że wmawia sobie, iż nienawidzi Pottera. Tak naprawdę zawsze jej się podobał. Nigdy nie zapomina jego orzechowych oczu, które często pojawiają się w jej snach, zapachu perfum. Pomimo wszystko odtrąca go. Nie dopuszcza do siebie innych myśli niż te, że Potter to zapatrzony w siebie głupek, który zalicza panienki i zostawia je. Robi wszystko by na siebie zwrócić uwagę, ciągle czochra sobie włosy, żeby wyglądał jakby dopiero co zsiadł z miotły. Ugania się za Rudą od pierwszej klasy twierdząc, że ją kocha. Ta jednak wzbraniała się i dalej wzbrania przed tym, uparcie twierdząc, że chłopak piętnastoletni nie jest zdolny do miłości. A już na pewno nie Potter.

Dorcas za to, przypatrując się Lily marzyła, żeby jakiś chłopak i na nią zwrócił uwagę. Nigdy nie rozumiała jak jej najlepsza przyjaciółka może odtrącać tak przystojnego chłopaka. Sama zajęłaby się nim, gdyby nie to, że James kocha Rudą i wiedziała, że nigdy nie przestanie.

Z zamyślenia wyrwał dziewczyny głos, który dobrze znały.
- Coś z wózka dla was, kochane? – spytała, uśmiechając się do nich starsza kobieta sprzedająca słodycze.
- Oczywiście, ja popro… - ale Lilka nie dokończyła, bo za chwilę na panią z wózkiem z impentem wpadło dwóch biegnących chłopaków.
Staruszka zachwiała się niebezpiecznie i przewróciła. Potter i Black, którzy byli przyczyną zamieszania stali ogłupiali i nie wiedzieli co robić. Za chwilę przybiegło dwóch czarodziejskich medyków i zabrali poszkodowaną. Zrobiło się zamieszanie, bo z przedziałów zaczęły wystawać głowy zaciekawionych zdarzeniem uczniów. Chłopcy zmieszani, ze skwaszonymi minami weszli do przedziału nie zauważając, że siedzą w nim dziewczyny. Rogacz zamyślony usiadł obok zdziwionej Lily. Miał wyrzuty sumienia. To było strasznie głupie. Teraz poniosą pewnie za to konsekwencje. Był też wściekły na Syriusza, w końcu to przez niego, bo zabrał mu różdżkę.

Lily przyglądała się Jamesowi. Widziała jego minę. On ma wyrzuty sumienia – myślała. Nieee on nie może. To przecież Potter.
Dorcas za to z zaciekawieniem patrzyła na skulonego Syriusza. Był przystojnym, dobrze zbudowanym chłopakiem. Byli tylko przyjaciółmi. Dziewczyna trochę nad tym myślała, ale uprzytomniła sobie, że przecież pół szkoły kocha się w Łapie. Na nią nawet nie spojrzy.
- No to mamy kłopoty – przerwał milczenie James.
Syriusz z miną zbitego psa, która świetnie mu wychodziła, popatrzył na niego.
- Ta… pewnie zaraz wpadnie tu McGonagall, żeby dać nam szlaban, choć rok szkolny jeszcze się nie zaczął. Ta pani na którą wpadliśmy pewnie złamała nogę, albo coś innego.
- Wpadliśmy?! A czyja to była wina? Może to ja zabrałem ci różdżkę i goniłem… - ale przerwał bo Lily wpadła mu w słowo. Dopiero teraz zauważył z kim siedzą w przedziale.
- O wilku mowa.
W drzwiach przedziału stała wysoka szczupła czarownica w szmaragdowej szacie i spiczastej tiarze na głowie. Chłopcy wystraszyli się surowej miny nauczycielki.
- Co wy u diabła wyprawiacie?! – zaczęła na nich wrzeszczeć. – Rozumiem, że było zbyt mało czasu, żeby wybiegać się przez całe dwa miesiące?!
- Ale…
- Żadnego ale, panie Potter. Chcecie dostać szlaban jeszcze gdy nie zaczęła się nawet szkoła? Ja już nie mam na was siły. Myślałam, że ten rok będzie spokojniejszy… Miałam nadzieję, że wydorośleliście przez wakacje. Widzę, że jednak myliłam się co do was. – Obrzuciła chłopaków złowrogim spojrzeniem i wyszła, jednak zatrzymała się, bo skraj szaty przycięły drzwi przedziału. Zaklęła coś pod nosem, machnięciem różdżki otworzyła drzwi, uwolniła szatę i poszła dalej. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nawet chłopakom poprawił się nastrój.
- Widzieliście?! Nie dała nam szlabanu! – zaryczał Syriusz nadal skręcając się ze śmiechu.
- A powinniście go dostać. Myślę, że i tak najpóźniej dostaniecie go jutro – odparła z uśmiechem Dorcas, która już się trochę opanowała.
- O nie Doruś – parsknęła Lily – oni zarobią go już dziś, przecież to Huncwoci. – wyszczerzyła się do chłopaków.
- A może ktoś mi powie gdzie jest Remus i Peter? – spytał czarnowłosy chłopak siedzący obok Rudej. – Nie widziałem ich od wejścia do pociągu.
- Peter znalazł sobie jakąś pannę, z którą teraz rozmawia kilka przedziałów dalej, a Luniaczek pewnie nie chciał, żeby mu ktoś przeszkadzał, zaszył się w jakimś pustym przedziale i czyta książkę.
Syriusz popatrzył na przyjaciół i znów wybuchnęli śmiechem.

Reszta podróży przebiegła im równie miło. Humor dopisywał wszystkim. Nawet Lilka nie krzyczała na Jamesa tylko wesoło z nim rozmawiała. Gdy dojeżdżali do Hogsmeade dziewczyny wygoniły Łapę i Rogacza z przedziału, bo musiały się przebrać. Choć wcześnie z niego wyszły i tak musiały przepychać się w korytarzu przez tłum podnieconych pierwszoklasistów i rozwrzeszczanych starszych uczniów. Na stacji w Hogsmeade powitał ich znajomy głos:
- Pirszoroczni za mną! Pirszoroczni tutaj! – krzyczał Hagrid, ale i tak nie potrzebnie, bo widać go było aż za bardzo.
Był mężczyzną dwa razy wyższym i pięć razy szerszym od normalnego. Jeszcze za czasów Toma Riddle’a wyrzucono go ze szkoły, za hodowanie nielegalnych zwierząt. Jednak, gdy Dumbledore został dyrektorem, pozwolił mu wrócić i zająć stanowisko gajowego
Hogwartu. Do tej pory Hagrid trzyma w tajemnicy posklejane kawałki swojej różdżki.
Zabrał wystraszonych pierwszoroczniaków nad brzeg jeziora, gdzie mieli łódkami dopłynąć do murów ich nowego domu. Lily, Dor, Syriusz i James zajęli jeden powóz i ruszyli do zamku. Lily patrząc przez okno na gładką jak szkło taflę jeziora zaczęła wspominać dawne czasy. Zdaje się nie tak dawno, a jednak 5 lat temu, sama stała, trzęsąc się ze strachu, przed półolbrzymem. Przez tyle czasu zdążyła wyładnieć, nabrać kobiecych cech i kształtów. Zaczęła zwracać uwagę także innych chłopców, już nie tylko Jamesa, który do tej pory nie dawał za wygraną. Jej włosy przybrały odcień kasztanowo-rudy i ślicznie, tak naturalnie opadały jej na ramiona skręcając się w delikatne loki. Nauczyła się wiele. I nie były to tylko wiadomości z podręczników. Miała za sobą wiele doświadczeń. Poznała, co to przyjaźń, nauczyła się ją doceniać, dbać, pielęgnować. Poznała smak goryczy, jak i bezdennej rozkoszy. Powoli stawała się inną Lily. Bardziej dorosłą, kobiecą. Bardziej dojrzałą.
James też się zmienił, choć Lily dostrzegała tylko małą część jego przemiany. Znacząco było ją widać w wyglądzie. Bardziej zaostrzone rysy twarzy, jeszcze bardziej orzechowe oczy, dobrze rozwinięte mięśnie. Charakter… co można o nim powiedzieć. Na pewno stał się mniej zarozumiały (?) i egoistyczny. Do tej pory za wszelką cenę chciał zwrócić uwagę na siebie popisując się wszystkim, czym się dało. Po pewnym czasie dostrzegł, że na jego ukochaną to nie działa. Do zdobycia jej potrzeba było czegoś więcej.
Wreszcie dojechali pod wrota wielkiego, budzącego strach zamczyska. Wyglądał pięknie oświetlony tysiącami lamp i dodającym uroku światłem księżyca. Jeszcze cudowniej wyglądała Wielka Sala, gdy do niej wchodzili. Niebo ciemne, ale czyste, nie… widać na nim dwie gwiazdki. Tak silnie świecące.
- Witam wszystkich na rozpoczęciu roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. – Rozległy się głośne brawa, gdy zaczął mówić Dumbledore. – Za chwilę rozpoczniemy ceremonię przydziału do domów. Dla pierwszorocznych wyjaśnię, że jest ich cztery… - Dyrektor co roku musiał powtarzać to samo.
Wszyscy pierwszoklasiści słuchali go z zainteresowaniem, reszta zaś zdawała się nie interesować tym, co mówi dyrektor. Po skończonej, jak zwykle wyśmienitej, uczcie prefekci zaprowadzili swoich nowych podopiecznych do Pokojów Wspólnych poszczególnych domów. Czwórka piątoklasistów od razu udała się do swoich dormitoriów. Wszyscy jak najszybciej chcieli znaleźć się w swoich łóżkach.
- To do zobaczenia chłopaki – rzuciła Huncwotom na pożegnanie Dor i puściła do nich oczko i poszła w stronę dormitorium.
Otworzyła drzwi i z zaskoczeniem zobaczyła, że na pustym łóżku siedzi jakaś dziewczyna (do tej pory dzieliła dormitorium tylko z Lily) . Miała długie blond włosy łagodne rysy twarzy. Patrzyła na przybyłą nieśmiałymi, wściekle niebieskimi oczami. Po chwili ruszyła w jej kierunku.
- Cześć, jestem Ann. Przyjechałam przed chwilą. Pewnie spędzimy razem resztę nauki tutaj – uśmiechnęła się nieśmiało.
- Mam na imię Dorcas – dziewczyna podała rękę i także uśmiechnęła się. – Jak się tu dostałaś?
- Moi rodzice przeprowadzili się do Anglii. Wcześniej uczyłam się w Beuxbatons, lecz niestety musiałam zmienić szkołę. Mam nadzieję, że nie będę żałować. – popatrzyła z nadzieją na Dor, ale ta szczerym uśmiechem rozwiała jej obawy.
- Och, założę się że nie. Nie będziemy tu same. Do tej pory mieszkała ze mną Lily, więc będziemy teraz we trzy. No a co do Gryffindoru to mamy tu jeszcze za ścianą takich Huncwotów…
- Eeee kogo? – zdziwiła się Ann.
- Huncwotów. Tak nazywa się paczka czterech chłopaków. Są w niej James, Syriusz, Remus i Peter. Pewnie niedługo ich poznasz. Jak JA ich znam, to pewnie zaraz coś narozrabiają, jeśli w najlepszym wypadku nie wysadzą Hogwartu w powietrze. – powiedziała z drwiną. Blondynka zachichotała.
- Aż takie z nich rozrabiaki??
- Oj, są jeszcze gorsi. Ale jak mówiłam, przekonasz się. Oczywiście nasz dom jest większy. Jest tu wielu przystojniaków – mrugnęła do koleżanki – z którymi można normalnie pogadać. A w innych domach też nie są niczego sobie. – Dziewczyny zaczęły się śmiać.
Do dormitorium wparowała Lily.
- Wiesz co Dor, może byśmy się wreszcie rozpakowały, bo mamy trochę tych rzeczy.
Dopiero gdy doszła do swojego łóżka zauważyła, że jej przyjaciółka siedzi na do tej pory pustym łóżku z jakąś inną dziewczyną.
- Lil, to jest Ann, nasza nowa lokatorka – zaczęła Dorcas, ale niepotrzebnie, bo Ruda już była przy „nowej”.
- Strasznie mi miło. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze razem mieszkać. – Posłała jej jeden ze swoich wspaniałych uśmiechów.
Ann zrobiło się od razu cieplej na sercu. Tak miłego powitania się nie spodziewała. Czuła, że po skończeniu szkoły będzie miło wspominała Hogwart i jego uczniów. Bardzo ciekawiło ją kim są ci tajemniczy chłopcy z tej jakiejś tam paczki. Skoro te dziewczyny ich lubią, to może i mi uda się z nimi znaleźć wspólny język, myślała Ann. Na razie czuła się nieśmiało. W końcu to nowe otoczenie, nowi ludzie. Nie była pewna jak ją przyjmą.
- A ty coś się tak zamyśliła? – wyrwała ją z przemyśleń Lilka. – Może byśmy tak zaczęły się rozpakowywać, bo układania będzie od cholery.
- Lily, przecież znamy zaklęcia – zaczęła marudzić Dorcas, chociaż wiedziała co powie jej przyjaciółka.
- Doruś, no coś ty. Przecież wypakowywanie kufrów to najprzyjemniejsza rzecz jaką można robić. – Uśmiechnęła się szeroko i od razu zabrała się za wyjmowanie swoich ulubionych bluzek.
- Lily ma rację – wtrąciła Ann. – To naprawdę przyjemne. Zobaczę przy okazji w czym chodzicie.
- Och, dobra. Wygrałyście. – Zrezygnowana Dor podreptała do swego kufra, jak by miała iść na wyjątkowo okrutny szlaban.
Nienawidziła tego zajęcia. To ją różniło od jej kochanej przyjaciółki. Zresztą różniły się wieloma rzeczami. Wiedziały jednak o sobie wszystko, rozumiały się bez słów. Dorcas wiedziała nawet o czym w tej chwili myśli Lily. A raczej o kim. Były dwie osoby. Pierwsza – ich nowa koleżanka. Obie zastanawiały się jak to będzie. Czy jest taka jak one, czy będzie w ogóle inna i nie znajdą wspólnego języka. Drugą osobą był oczywiście James. Musiała z nim rozmawiać, bo przecież do dormitorium przyszła dopiero po jakimś czasie, a była bardzo zmęczona.
BUM! ŁUP!
Z zamyślenia wyrwał wszystkie trzy piękności potężny huk.



_____________________________

Wystarczy byś był
nic więcej
Tylko byś był
nic więcej
By Twe ramiona tuliły mnie...

komentarze [7]

Prolog
>> poniedziałek, 7 maja 2007 17:48:28
To już 1 września… Tak bardzo stęskniłam się za moim drugim domem – Hogwartem. Zaczynam piąty rok nauki w szkole Magii i Czarodziejstwa. Wakacje nie były udane. I to wszystko przez wstrętną Petunię! Jak ja jej nienawidzę… ona mnie też, za to, że jestem czarownicą. A Hogwart… ach ile wspomnień. Ten rozrastający się FCBiP (czyt. Fan Club Blacka i Pottera) i te wszystkie dziewczyny wzdychające za każdym razem gdy któregoś zobaczą. No dobra są przystojni, przyznaję, ale jacy dziecinni! Ciekawa jestem kiedy oni wreszcie dorosną… Jak pomyślę o tym głupkowatym Potterze, co ugania się za mną od pierwszej klasy pytając: „Evans, umówisz się ze mną?”, to mam ochotę walnąć w kogoś jakimś zaklęciem, ale w podświadomości czuję, że ciepło robi mi się gdzieś tam w środku. Choć tak go nienawidzę, to jednak wolę towarzystwo Pottera niż mojej siostry, przez którą tyle razy płakałam po nocach, bo tak mi dokuczała…
- Liluś, śniadanie! – krzyknęła z kuchni moja mama.
- Tak, już idę. – odpowiedziałam z ociąganiem. Zamknęłam wieko kufra, ostatni raz spojrzałam na mój ukochany pokoik i zeszłam na dół, ciągnąc za sobą rzeczy.


* * *



Wysiadłam z samochodu i poszłam za rodzicami na dworzec Kings Cross. Spoglądałam z zaciekawieniem na ludzi przechodzących chodnikiem. Patrzyłam na ich twarze szukając kogoś. Gdzie są te orzechowe oczy? Gdzie one są…?
Dziewczyno! Uspokój się! Chciałaś tu zobaczyć Pottera?! Odbiło ci? Skarciłam się w duchu. No tak, przecież ja go nienawidzę.
- Będziemy tęsknić – powiedział tata przytulając mnie mocno.
- Sprawuj się dobrze, mam nadzieję, że ten rok będzie dla Ciebie lepszy niż poprzedni. – Uśmiechnęła się mama. Och... powtarza te słowa od 5 lat. - i pozdrów od nas pana Pottera - dodała.
Zrobiłam skwaszoną minę, ale widząc pytający wyraz twarzy mamy uśmiechnęłam się sztucznie. Popatrzyłam jeszcze na Petunię, która posłała mi pełne ironii i zarazem nienawiści spojrzenie i poszłam w stronę barierki oddzielającej świat mugoli od mojego, tak prawdziwie mojego świata.
Po peronie chodziło mnóstwo uczniów: pierwszoklasiści biegali w tę i z powrotem, inni tulili się z płaczem do swoich rodziców, starsi patrzyli na wszystko z góry, z dezaprobatą kiwając głowami. Jakby oni sami tacy kiedyś nie byli, pomyślałam, i ruszyłam w stronę pociągu Hogwart Express, z którego wydobywały się kłęby dymu. Rozglądałam się w poszukiwaniu znajomych twarzy. Wreszcie zobaczyłam czarną rozwichrzoną czuprynę zmierzającą w moją stronę. Błogi uśmiech od razu zniknął mi z twarzy. Oto wielmożny pan Potter we własnej osobie uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Jak tam wakacje Liluś? – zapytał szczerząc się jeszcze bardziej.
- Dziękuję, w porządku. Masz pozdrowienia od moich rodziców. I nie nazywaj mnie Liluś!
A już myślałam, że w tym roku uwolnię się od tego głupka. W tamtej chwili nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, jaki naprawdę będzie ten rok…
Nie chciałam widzieć jego miny i reakcji na te słowa, obróciłam się więc na pięcie i poszłam szukać reszty.


_____________________________

Wystarczy byś był
nic wiecej
Tylko byś był
nic więcej
By Twe ramiona tuliły mnie...

komentarze [7]

Menu

Pokochaj
Patrz
Dodaj



Archiwum

x Prolog
x Rozdział I
x Rozdział II
x Rozdział III
x Rozdział IV

Linki

Kochani
x hermione-and-draco-loven
x nienawidze-cie-potter
x luna-diary
x lilyane-evans
x kitty-potter
x mrs-evans
x huncwocka-czekolada
x flames-of-love
x sekret-hereford
x evans-lily-evans
x rude-uczucia
x alez-panno-riddle
x lilyann-e
x gabinet-cieni
x taki-mi-teraz-jestes



Oceny
x oceny-magdy


Kluby


Szablon
Za Lily robi panna Bledel. Szablon wykonany przez Natalię, właścicielkę bloga